W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies zgodnie z Polityką Cookie. Zasady przechowywania lub dostępu plików cookie możesz zmienić w swojej przeglądarce.
X

mywebcases
.com



Blog

Geekowy blog o łamigłówkach, JavaScript i wszystkim, co ciekawe.

8 powodów, dlaczego pójdę do Nieba

Geeks life - Geeks life -
napisał Jakub Caban

Tematy związane nie bezpośrednio z religią, ale kościołem coraz częściej znajdują swoje miejsce w mediach wszelakich. Dlatego też postanowiłem podzielić się swoją stroną spojrzenia na pewne sprawy.

Ostatnio (poza wszechobecnym tematem pedofilii w Kościele Katolickim, o którym nie będę dziś pisał!) niektórzy z Was mogli usłyszeć bądź natknąć się na billboardową kampanię Fundacji Wolność od Religii, w ramach której organizatorzy między innymi hasłem "ateiści są boscy" przekonują społeczeństwo, że osoby bezwyznaniowe stanowią znaczącą część społeczeństwa, która często jest dyskryminowana bądź pomijana.

Jako że całą inicjatywę popieram wszystkimi kończynami niechaj ten artykuł będzie małą cegiełką dorzuconą do budowy prawdziwego wizerunku ogólnie rzecz ujmując racjonalistów, do których bez wątpienia można mnie zaliczyć.

Na różnych portalach pojawiło się wiele bardzo humorystycznych interpretacji hasła - od stwierdzenia, że ktoś nie wierzący w niebo i boga nie może być boski, po stwierdzenia, że jest ono cichym wołaniem o pomoc do osób wierzących o włączenie do wspólnoty kościoła (wtf?).

Linia rozumowania samej fundacji opiera się na słownikowej definicji słowa "boski", czyli:

«wspaniały, cudowny, piękny»
Boski widok, smak. Boska kobieta.
boski w użyciu rzecz. hist. «tłumaczenie łacińskiego tytułu (Divus) nadawanego panującym i członkom rodziny panującej w starożytnym Rzymie»

Ja jednak dziś rzucam kij w mrowisko próbą odpowiedzenia na pytanie - Czy racjonalista wyrzekający się wszelkiej religii, żyjący w społeczeństwie, może pójść do Nieba? Oprę się więc o najbardziej mi znaną instytucję religijną i ciągle w Polsce najpowszechniejszą, czyli Kościół Katolicki, oraz zimną, logiczną analizę zachowania, która towarzyszy mi na każdym kroku. Zaczynajmy!

Powód 1: Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.

Co tu dużo mówić. Nie mam żadnych bogów, więc w szczególności żaden z nich nie jest ważniejszy od jakiegokolwiek innego. Tak więc nawet odrzucając istnienie boga chrześcijańskiego - postępuję zgodnie z jego przykazaniem!

Powód 2: Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno.

Nie mam boga. Więc w szczególności nie będę go wzywał.

Powód 3: Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.

Dniem świętym jest dla mnie jedynie dzień moich urodzin i zapewniam - świętuję go najlepiej, jak potrafię.

Powód 4: Czcij ojca swego i matkę swoją.

O, świetnie. Zaczęliśmy mówić o czymś, co istnieje. A nawet o kimś! A konkretniej o jedynych dwóch osobach na całym tym świecie, którym bezpośrednio zawdzięczam swoje istnienie. Tak więc jak by nie było, to brak szacunku do swoich rodziców oznaczać może jedynie brak szacunku dla faktu własnego istnienia. A to już byłby poważny problem, którego nikomu nie życzę. Tak więc to stwierdzenie jest niemalże oczywiste...

Powód 5: Nie zabijaj.

Cytując wybiórczo dyskusje toczące się pomiędzy ateistami, a osobami wierzącymi:

Na pewno bez nauczań kościoła nikt by się nie zorientował, że latanie po ulicach z karabinem i strzelanie do wszystkich jest złe!

Ale odkładając ironię na bok i wracając do sztywnej logiki. Jeśli żyjemy w jakimkolwiek społeczeństwie, to prędzej, czy później nasze zdolności percepcyjne rozwijają się w sposób naturalny do tego stopnia, że jesteśmy w stanie zrozumieć, jak to wszystko działa. Orientujemy się wtedy, że wcale nie byłoby miło, gdyby ktoś przyszedł i nas zabił. Albo kogoś nam bliskiego. A to już w zupełności wystarczający powód, by się zorientować, że zabijanie jest złe.

Powód 6: Nie cudzołóż.

Tu jest pole do większej dywagacji. Jest wiele osób w dzisiejszym świecie, które żyją w otwartych, bądź dalekich od monogamicznych, związkach. Osobiście w żaden sposób ich nie potępiam, a wręcz - jeśli komuś to odpowiada, to wolność Tomku w swoim domku! Z resztą - jeśli obie strony wyrażają zgodę i chęć na odejście od monogamii w łóżku, to czy to jest cudzołóstwo? Jak dla mnie nie specjalnie - nikogo się nie zdradza, nikogo nie rani...

Ale dosyć akademickiej dyskusji - sprawa jest prosta. Jeśli żyjesz z kimś w związku, to akceptujesz pewne ustalone reguły bądź konwenanse tegoż. I to nie mówię o tych narzuconych przez ogół społeczeństwa, ale o tych ustalonych przez Was. Dobrze wiesz, co może zaboleć drugą osobę i chcąc jej szczęścia nie powinieneś tego robić. To takie proste!

Powód 7: Nie kradnij.

Czy po poprzednich dwóch powodach mam powtarzać ten sam wywód? Nie wyobrażam sobie świata, w którym każdy kradnie, co zechce, a przy tym społeczeństwo jest w stanie normalnie funkcjonować. To po prostu nie jest możliwe. I już sama ta obserwacja wystarcza do wyciągnięcia wystarczających wniosków...

Powód 8: Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.

W tym wypadku wiele osób się ze mną nie zgodzi. Ale cóż - miałem pisać ze swojej perspektywy, to mogę w tym jednym punkcie odejść od uogólnień. Osobiście bowiem jestem zwolennikiem brutalnej prawdy. Zawsze i wszędzie. Owszem - nie raz sprawia to, że jestem postrzegany jako chamski. Ale nie przeszkadza mi to - jeśli ktoś chce znać prawdę, to czemu mam mu jej odmówić? A intrygantami, którzy na kłamstwach próbują torować sobie drogę przez życie, po prostu gardzę.

"A więc wyznajesz te zasady!"

Ach - ktoś na pewno tak pomyślał to czytając. Spieszę więc z odpowiedzią - nie, nie wyznaję! Wynikają one w sposób logiczny z tego, jak świat i człowiek jest skonstruowany. Nie widzę więc żadnej potrzeby, aby nadawać im jakieś wielkie znaczenie, czy przypisywać je boskim prawom. To są najnormalniejsze w świecie stwierdzenia, o których wmawia się młodym ludziom, że bóg je nam przekazał i że bez niego byśmy ich nie znali. Bzdura, jakich mało!

Jestem boski!

Nawet więc patrząc z perspektywy wiary, której nie wyznaję, można by rzec, że jestem boski. Bo przecież postępuję zgodnie z jej najważniejszymi zasadami! A co lepsze - nie potrzebuję do tego boga!

Mam nadzieję, że osobom nie do końcu rozumiejącym idei walki ateistów o swoje prawa ten tekst trochę uzmysłowi i wytłumaczy. Nie jesteśmy wrogiem, na którego nas kreujecie oraz siłą wrogą wam. Jesteśmy ludźmi, którzy po prostu wybierają brak wiary (nie mylić z "wiarą w brak boga"!). I tyle.

Geeks life
Uwaga! Powyższy post prawdopodobnie zawiera dawkę autoironii znacznie przekraczającą zalecane roczne zapotrzebowanie. Weź to proszę pod uwagę przy próbie analizy treści. Nieprawidłowy odbiór treści może spowodować zbędne napięcia emocjonalne, których nikomu nie życzę.

Podobne artykuły:

Skomentuj: