W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies zgodnie z Polityką Cookie. Zasady przechowywania lub dostępu plików cookie możesz zmienić w swojej przeglądarce.
X

mywebcases
.com



Blog

Geekowy blog o łamigłówkach, JavaScript i wszystkim, co ciekawe.

O morzu ferajna

Geeks life - Geeks life -
napisał Jakub Caban

Dnia było to świętego, piętnastym okrzykniętego, gdym zbudzony niecodziennym tonem został. Takoż nie kobiece usta, a basowy męski głos ten dzień przywitać dla mnie raczył...

...A brzmiał on “za dwadzieścia minut Gdańsk!”. Jakież me zdziwienie było, gdy świadomość to ujrzała – małe, twarde łoże, miast pierzyny ino koc. Chwilę jedną, drugom leżał, nim w tej całej sytuacji się rozeznał. “Gdańsk…? Gdańsk… GDAŃSK!” – myśl takowa głowę mą przeszyła i jużem wszystko wiedział!

Tako bowiem rozpocząć się miał najdziwniejszy tygodnia koniec. Toć to dziwów mało, że aż 4 dni trwać miał. Toć też dziwów mało, żem na świat tak sam wędrować począł. Leżałem bowiem u schyłku ferajny morskiej, co to blogerów z kraju całego ugościć nad morzem naszym miała!

Lekki uśmieszek zawitał na twarzy mej zmęczonej, jakom blaszaną celę na torach opuszczał. I trwać zawierucha z tymże związana długo nie mogła – otóż bowiem twarz znajoma już szczerzyć poczęła swe oblicze. Tako dwóch nas na strawę w pobliskiej gospodzie udać się miało. I to był ferajny początek.

Czekanie nasze długim nie było, gdyśmy ujrzeć mieli kolejnych blogera piętnem okrasanych. Takośmy róść w ilość i siłę poczęli, lokal zmieniwszy, złotem w płynie się raczywszy. Czekania naszego kresu powoli dostrzegawszy zebraliśmy się tam, gdzie napisane to nam było.

Toć tam właśnie spotkawszy radosne inne twarze czuliśmy już w pełni sens nasz i przeznaczenie! Wielu nas jeszcze wtedy się zebrało, na polecenia oczekiwało. Ten bowiem oto dla nas Tomasz, dla ferajny Pan Tomek, zarządził w końcu wyjazd na wyspę. A wyspy tej wtedy jeszcze nazwa nic nam nie znana brzmieć miała – Sobieszewska!

Jedziem

W tym miejscu nadmienić warto, iż Morska Ferajna kolonią się jawiła, dla blogerów uknutą tajemnie. Miasto wolne Gdańsk przez Ewę reprezentowane godnie na spółkę z blogerów wszechmamą Iloną oraz Bartkiem i Tomaszem już wspomnianym z przypadku studium, taką niespodziankę zgotowało i atrakcje już planowało.

Dobry dzień!

Kolonia rozpocząć się nie sposobi, póki na apelu za długim słowa wszystkie powiedziane nie zostaną. Takośmy zebrani zostali gromadnie, by wysłuchać słów prawa tutejszego z ust kierowanika Bartosza wypowiedzianych. Formalizmom i dokumentom końca nie było, gdy na ścianie jawić się począł sam Gdańska prezydent. Raczył swą wizją przywołaną przywitać nas, ale i przestrzec. Wiedzieć Wam bowiem trzeba, że w mieście tym słowo jego jest prawem, a rzekał on nam, iż to Kadra w imieniu jego rozporządzać będzie!

Apelu czas

Nie raczył nikt więc protestować, gdy kazano nam grupy kolonijne losować. Dwie one zaistnieć miały do wiecznej rywalizacji powołane – Gagatki z ananasa pod władzą Pani Ilony oraz Prymusy z bananem pod wodzami Pana Tomka. Tłumaczyć mym wiernym czytelnikom nie trzeba, że chcąc człowiek w losowaniu do grupy dobrej trafić, cel swój zawsze osiągnąć sposobi. Takom z bananem na twarzy biegł już czym prędzej przytulić Tomasza, boć z władzą żyć blisko trzeba – ino bliżej nawet, niźli z wrogiem.

Gdyśmy tako podziału losowo mniej czy bardziej dokonali, nagrodzono nas poczęstunkiem do pospolitych nie zaliczanym. Tako bowiem od przepisu Puffins przyjechać nam miały owoców chrupkie dary. Takeśmy zasmakować poczęli i w dosłowności całej przyjazdu.

Wyprawka

Kolej rzeczy nadeszła domki nam przydzielić. Tu łaskawości granic kadry znać śmy nie mogli, jako rzekli, byśmy podle uznania wyboru dokonali. Takom pośród twarzy ledwie poznanych trójcę przeklętą obrać miał, z którą wychodkiem dzielić się miałem! Rzekłem przeto: “Kto kupę lubi do mnie zapraszam!”. I zobaczyłem, że były to słowa dobre. Nie czterech, a pięciu nas się zebrało i z żalem i smutkiem serce przepełniającym pożegnać jedną personę musieliśmy…

Cześć, jestem Szatan

Tako dzień wolnym krokiem płynąć począł torami nowymi. Czuć było wszędzie atmosferę zmienioną, aurę swoistą. Jakże cudowne uczucie to było oderwania od dnia rutyny i spotkania innych dziwów ludzkich o odchyłach podobnych! Poczęły się rozmowy, witania, poznania i wszelkie temu konwenanse towarzyszące. Kronika ta stronic za mało ma, by wszystkich wspaniałych ludzi wymieniać, spiszę więc słów parę jedynie, iż inspiracją swoistą w sobie była rozmowa z każdym obecnym. A świadomość tak bliska istnienia zwariowanych tak, acz jednocześnie normalnych, dodawała otuchy i radość na sercu wprawiała.

Dnia tegoż również na połów nas sprowadzono. Nie ili w morzu łowić mieliśmy, ino bursztyny wydobywać z mis przygotowanych nauczyć się mieliśmy. Konkurencją toć było niemałą, jako że banany z ananasami dnia tego rozpoczęły już rywalizację. Ileż emocji towarzyszyło każdemu z pojedynków! Co podkreślić warto – Gdańsk, jako gospodarz zacny, nikomu odejść z rękoma pustymi pozwolić nie raczył! Kto lepiej poławiać potrafił, brelok złocisty otrzymał, a rywal jego rysiwo z bursztynem. Tam też w emocji natłoku okrzyk bojowy grupy naszej z gardzieli mej wyrwać się raczył. Stał on się do końca hymnem swoistym, a brzmiał on w słowach samych:

Banananana!
Banananana!
Banananaaananaaananaana!

Łowić łowić!

Takoć dzień pierwszy podróży tej magicznej mijał przemiło, gdyśmy rozmowy nieskończone prowadzili przy płomieniach ogniska wieczornego. Zasmakowawszy wielu prowiantów z prowincji dalekich, przez kartografów Tesco zwanych i popiwszy złotym książąt trunkiem koroną żywiecką opasanych światło nowe rzucać każdy począł na kształt i zabawy, których końca próżno szukać. A zwieńczyć dzień cały wyprawa nad morze po północy miała. Cudowny tam spokój i natchnienie człowieka zawsze dopada i czuje wtedy zawsze, że wróci… Że musi tu wrócić…

Płonie ognisko

Kronika, dzień 2

Przebudzenie zbyt wczesne zwiastować poczęło przygód ciąg dalszy. Na etapie tym życia znałem już po części choć towarzyszy mych z domku, toteż po społem wspierali się wstając i narzekając na snu niedomiar. A że dzień szykował się atrakcji pełen – nie było sposobne chwili choć marnować!

Higiena choć błahą i sprawą oczywistą się mieni, miejsce pośród kronik znaleźć swe winna. Tako bowiem ku dziennym zmaganiom zapędów począwszy w natury samej uciech czystości nam szukać. Samego toć wuja Organique w strony te przywiodło, co to sposobić nam radził, czym z rana ciało pielęgnować.

Mydełka

Już bowiem po śniadaniu oraz tradycyjnym kolonijnym sprawdzaniu czystości (z którego śmy niemal zwycięską ręką wyszli!) wyprawa rozpocząć się miała. A celem jej pobliski rezerwat z ptakami być miał. I choć żeśmy drogi nadłożyli i ptaków ujrzeć prawie nie sposobili, to chwilą każdą cieszyć się mogłem. Tako bowiem kolejnych osób garść poznać dane mię było. Przekonać się mogłem też, iż woda mokrą się jawi i zimną też bywa. Ino mędrcy mawiać poczęli “Morze nasze takie…”. Takom sprawdzić mógł i potwierdzić. Co umniejszać faktom nie powinno, iż kąpiel weń należy z pewnością do przyjemnych zaliczyć!

Grobla

Po doświadczeniach tych znanych, choć na nowo odkrywanych, stado nasze do transportu zapędzone zostało i na miasto na powrót wysłane. Ale niechaj myśleć Wam o powrocie naszym dane nie będzie! Tutaj śmy ugoszczeni raz kolejny zostali przez gospodarzy niezlicznych! Po strawie w tradycyjnej gospodzie z lat dawnych zebrało się stadko ludzi wokół nas. Nie byli to jednak gapie ni inni nam przychylności skąpi ludzie. Tu bowiem blogerzy, trójmiejskimi zwani, przybyli gromadnie, aby podzielić się wiedzą o mieście przepięknym.

Takeśmy na grupy małe podzieleni zostali i za różnymi przewodnikami w miasto posłani. Mnie z towarzyszami dwoma dane było odwiedzić bibliotekę tamtejszą i dziwy w architekturze obejrzeć. Ale czymże były one! Rzeźbą, co przedstawić raczyła na księżycu pojazdy, czy też twarze z epoki zbyt nowej kamienic ściany zdobiące! Po dawce takiej wrażeń i dziwów spokoju zaznać mieliśmy w pobliskiej karczmie Brovarnią zwanej przy trunku przez mistrzów samych warzonym.

Gdańsk

Z żalem jednak powrócić mieliśmy na wyspę naszą. Choć żalem z radością walczącym, takem przypodobał sobie okolice lokum naszego leśne i morskie. Na przednoc planowane bowiem były tańce swawolne przy dźwiękach muzyki mi nie znanej i rywalizacji na szczeblach najwyższych grup naszych kolonijnych.

Zdziwienie me końca nie miało, jaką to muzykę z pudeł grających w czasach współczesnych gra się! Byli i tacy, co tańcować potrafili, z czego snuć wnioski jedynie mogę, iż czasy nie moje i obyczaje mnie nie znane. Zabawa jednak trzeba przyznać uczciwie przednia była, zwieńczona znowuż nocną wyprawą na plażę. Już w gronie większym i z większą radością!

Plaża nocą

Noc za to znużyć nikogoż nie mogła i do świtu samego najwytrwalsi bawili się i cieszyli obecnością wspólną. Każdy tu bowiem jak u siebie czuł się i z każdym o wszystkim niemal rozmawiać tu można. Taka to dziwna ferajna się w miejscu jednym zebrała.

“Piąteczek, piątunio!

…a nie, czekaj” – takoż głosy od rana dnia trzeciego do uszu mych dobiegać poczęły. Snu zaznawszy dawkę niemal pomijalną rozpocząć mieliśmy dalsze przygody nadmorskie w blogerskim gronie. Jużeśmy wiedzieli, iż wczesna pobudka i strawa poranna podstawą są, by siły na dzień cały zebrać.

Tegoż dnia sportowe zawody odbywać się miały. Jakoby jednak kusząco by one nie brzmiały, na “plażing” zamienione zostały. I choć kula ognista nieboskłon rozświetlała nieustraszenie, takom ze wszystkimi w morza kierunku się udał. Maści od znanego wszem i wobec Ziaja zwanego alchemika pozwoliły ciałom naszym nie odczuć ataku promieni z nieba.

Na plażę

A był to czas dobry i spożytkowany odpowiednio. Wielu atrakcji od kadry podołać mieliśmy. Od kulistych balonów w wodzie odbijanych, przez szalone kolorowe księgi, po krzyżówki, co to hasła przedziwne wynikowe miały. Takoż spotkał kto kiedy reżysera, co by “Kstrykk” miał zwać się? Ino śmy ubaw i tak mieli, toć to uwagi nadmiernej na detale zwracać nie powinni.

Gdy tylko powrót nasz z plaży nastał czekali już na nas. Czekali z nożami ostrymi i minami zaciętymi. Niechaj kto powie, że się na widok ten okrutny nie przeraził, a z pewnością w głosie oszczercą go skrzyknę! Dinnerclub zwać się pragnęli i do ognia zaganiać poczęli tłumacząc, iż dobro nasze na względzie mają! Kanapkowym konkursem raczyć nas pragnęli i pod swoje łaski sposobić!

Nasze kanapki

Toć jednak starczyć nie powinno, toteż na szaszłyki zalecili nam pojedynki. I tu grupy obie nasze przechytrzyły oprawców straszliwych twory takie tworząc na patykach, iż sami organizatorzy uciekli i schować się pragnęli!

Szaszłyk

Tak więc zdobycznie grille oba do nas należeć poczęły, więc co sprawniejsi pośród nas poczęli cuda tworzyć zjadliwe. Rzecz to wstydliwa powiedzieć w tym gronie, jednak żem burgera prawdziwego tam po pierwej raz chyba jadł. I poznałem, że był on dobry!

Dzień tak nam spływać począł na lenistwie cudownym, choć nie absolutnym! Takoż zapragnęliśmy poznać nowej gry tajniki! A że do hipsterów należeć ona miała, a Bule się zwała, to łatwym zadaniem odkrycie ich nie było! Jednokowoż znalazła się dusza zła do stopnia takiego, że zasady zapragnęła wyjawić nam. Moment ten oznaczał grania początek, a koniec jego późnych godzin doczekał.

Wieczora tego jeszcze tradycji zadość stać się miało, jako że dwoje kolonistów śluby złożyć sobie miało. Poproszony przeto byłem o ceremonii dopełnienie, na co ochoczo przystałem. Takoż będąc na terenach do miasta wolnego Gdańska przynależnych, na polskim pogańskim pomorzu leżących, tradycją mą było w zgodzie z lasu duchem dopełnić pojednania ku radości zgromadzonych gości. Małżeństwo to na prędce, na oczach wszystkich skonsumowano kiełbasą i trunkiem złotym popijając. I wszyscy poczęli się radować.

Zaślubiny

Nocy tej jak poprzednich morze odwiedzić musilim, po czym nocy zielonej oczekując czekaliśmy wytrwale. I jakieś to cudy dziać się poczęły! Wychowawca nasz sam zapragnął klamki kolonistów mazią smarować. To widząc domownicy nasi poczęli czyścić szkody jego, po czym kadry klamki obficie smarować. I wiedzieliśmy, że to był dobry trolling.

Żegnajcie, morze!

I nastał czas, gdy raz jeden ostatni dnia kolejnego nad morze udać się mieliśmy. Smutny to czas był i smutne twarze nasze były. Jeno nie ze zmęczenia przemożnego, a żalu, że wspaniały tak wyjazd skończyć się ma i ludzie niesamowici pojadą gdzieś w świat… Słów brak na chwile takie, toteż pergaminu szczędzę, by dalsze losy opisać.

Żegnaj morze

Apelem tradycyjnym pożegnać nas raczono, dziękując i nagradzając tych wszystkich, których zasługi istotne były. Takoż i mnie specjalne cytryny trzy i budyń etkera przyznano za kolonijny całokształt i wodzirejstwo niepohamowane. Odrzekłem ja na to przez łzy radości: “Banananana!” i wszyscy poczęli się radować na wtóry.

Apel i pożegnanie

Pożegnań i odjazdów czas nadszedł zbyt wczesny. Jakoż smutek za razem każdym atakować poczynał, takoż pisać znów wiele nie będę. Po cóż bowiem opowieść tak piękną i radosną zasnuwać czarnym całunem smutku zakończenia? Miast czynić to rzeknę jedynie, iż nadzieją przepełnia mnie przyszłość. Nadzieją, że to nie był ostatni raz. Że wszyscy nie raz jeszcze okazję mieć będziem w taki bądź inny, ać równie cudowny, sposób czasem się dzielić. Na zakończenie więc razu jeszcze ostatek rzeknąć pragnę:

Banananana!
Banananana!
Banananaaananaaananaana!

Epilog

Czytelniku drogi jeśliś do momentu tego zabrnął, to gratuluję wytrwałości Twej i biegłości. A jeśli zechciałbyś tak, jak my, spędzić weekend w ośrodku naszym, Alma 2 zwanym, na wyspie Sobieszewskiej, to wiadomością dobrą pragnę Cię raczyć. Możesz bowiem wygrać weekend w skromnych jego progach dla osób dwóch. W komentarzu starczy napisać, co ciekawego robić pragniecie na Sobieszewskiej wyspie. A jeśli kadrze do gustu odpowiedź Wasza przypadnie, być może radować będziecie się z cudownych chwil tam nad morzem! Zachęcam do udziału, bowiem warto! Legion cały blogerów mylić się nie może!

Post Scriptum

Za zdjęć moc cudowną na kroniki kartach spisaną podziękowań końca nie ma, ino wyliczyć jam pragnę tych, którzy rzemiosło to opanować do perfekcji mieli i dzielić się nim poczęli. A są to Monika, Agnieszka, Agata, Michał, Karol oraz Agnieszka.

Cosie śmieszne takie

#gdansk #ilovegdn #morskaferajna

Geeks life
Uwaga! Powyższy post prawdopodobnie zawiera dawkę autoironii znacznie przekraczającą zalecane roczne zapotrzebowanie. Weź to proszę pod uwagę przy próbie analizy treści. Nieprawidłowy odbiór treści może spowodować zbędne napięcia emocjonalne, których nikomu nie życzę.

Podobne artykuły:

Skomentuj: